Notice: Funkcja WP_Scripts::localize została wywołana nieprawidłowo. Parametr $l10n musi być tablicą. Aby przekazać dane do skryptów, proszę użyć funkcji wp_add_inline_script(). Dowiedz się więcej: Debugowanie w WordPressie. (Ten komunikat został dodany w wersji 5.7.0.) in /home/platne/serwer29413/public_html/albom.pl/wp-includes/functions.php on line 6131
Rozmowa z Pawłem Mikłaszem - Albom.pl

Rozmowa z Pawłem Mikłaszem

Gdy Kuźnica płonęła, paliły się też fotografie

 

Aneta Prymaka-Oniszk: Na spotkaniu, podczas którego wspólnie z mieszkańcami Kużnicy oglądaliśmy zdjęcia Jana Żukowskiego, to Pan, a nie najstarsi Kuźniczanie, rozpoznał chyba najwięcej uwiecznionych na nich osób. Mimo, że były one robione w latach pięćdziesiątych, gdy Pana jeszcze nie  było na świecie.

Paweł Mikłasz, wójt gminy Kuźnica: Złożyło się na to kilka rzeczy. Urodziłem się w 1962 roku w Kuźnicy i tu się wychowałem;  mam też pamięć do twarzy. Do tego byłem przez wiele lat ministrantem w tutejszym kościele, wiele osób zapamiętałem właśnie z kościoła.

Poza tym przez nasz dom przewijało się bardzo dużo ludzi. Do mojej mamy, Genowefy Mikłasz z domu….   schodziło się pół Kuźnicy, bo podczas wojny pewna starsza pani doktor nauczyła ją, jak wyjąć z oka drzazgę czy inne obce ciała, które się tam dostały. Opieka medyczna nie była wtedy powszechnie dostępna, ludzie pracowali w polu, przy żniwach i mieli z tym ogromne problemy, szli więc po pomoc. Od swoich babci i z przekazu innych kobiet znała się też na ziołach, woskowała uszy, wypalała różę, podkurzała. Gdy gdziekolwiek szła, na grzyby czy jagody, zawsze przynosiła jakieś zebrane przy okazji zioła i je potem suszyła; cały strych mieliśmy nimi zawalony. Gdy potem ktoś przychodził i prosił: Gienia, żołądek mnie boli. Masz może coś na to?, szła na strych, przynosiła garść ziół i dawała, mówiąc, jak przygotować, ile i kiedy pić, itp. Ludzie  przychodzący po pomoc często się zasiadywali, rozmawiali, opowiadali. A ja jako dziecko siedziałem i słuchałem, bo mnie to wszystko interesowało. Oni często mówili o różnych przedwojennych wydarzeniach, albo i jeszcze dawniejszych. Poza tym cześć  ludzi wyjechała z Kuźnicy do szkół albo do pracy, ale jak przyjeżdżali tu na wakacje czy urlopy to często do mojej mamy przychodzili, więc też część z nich zapamiętałem, choć na co dzień tu nie mieszkali.  Czasem  mama zabierała też nas – dzieci, gdy wieczorami szła do  koleżanek, siedziały i rozmawiały, a ja słuchałem. Mama dożyła 97 lat, odeszła 5 lat temu, w 2020 roku. Do końca była sprawna, towarzyska. Dzięki niej znam tyle starszych ludzi.

Poza tym od wielu lat zbieram stare zdjęcia z Kuźnicy i okolic, więc zdążyły mi się opatrzeć twarze ludzi z przeszłości, których nie miałem szansy spotkać.

Wiele osób opowiadało mi, że zgromadził Pan wiele zdjęć starej Kuźnicy, że wiele z nich znalazł Pan na aukcjach kolekcjonerskich. Czy trafiają się tam zdjęcia Kuźnicy sprzed II wojny światowej? Bo tych chyba wiele się nie zachowało?

– Kuźnica w czasie II wojny światowej była niemal całkowicie spalona; najpierw w czerwcu 1941 roku, gdy III Rzesza szła na Związek Radziecki, a potem w 1944 roku gdy front szedł w druga stronę. Przedwojenne zdjęcia, nawet jeśli byli tu wcześniej lokalni fotografowie, pewnie więc w większości spłonęły. Zachowało się ich niewiele.

Bardzo licznie spotyka się za to zdjęcia ze zniszczonej w 1941 roku Kuźnicy, robione przez niemieckich żołnierzy.  Oni bardzo dużo fotografowali;  wielu żołnierzy było wyposażonych w aparaty fotograficzne; mieli też na to czas. Widać na nich nie tylko zniszczoną Kuźnicę, także okoliczne wsie, na przykład tu [Pan Mikłasz pokazuje zdjęcia ze swojej kolekcji – AP-O] są Kowale spalone przy przejściu frontu. Na niektórych z nich są też drogi zatarasowane zniszczonym radzieckim sprzętem wojskowym. Na aukcjach niemieckich trafiają się całe negatywy, na których można prześledzić  trasę oddziałów, w których służył fotografujący żołnierz. Zdarza się, że na pierwszych zdjęciach oddział jest jeszcze nad jeziorami gdzieś na Mazurach, a po 22 czerwca 1941 dokumentowane są kolejne zajmowane przez niego miejscowości, czasem – tak jak Kuźnica – bardzo zniszczone, czasem nie. Bywają na nich na przykład Odelsk, Indura i inne miasteczka dziś znajdujące się za granicą.

W latach okupacji wielu Niemców także robiło zdjęcia, dokumentując swoją codzienność i miejsca, w których przebywali. Bardzo często fotografowali też miejscowych ludzi, czasem ich duże grupy, na przykład podczas wykonywania nakazanych  przez władze okupacyjne prac, jak budowa drogi, czy jakieś zebranie. Zdarzają się też portrety mieszkańców. Trafiałem na takie zdjęcia z Kuźnicy. Na jednym z nich rozpoznałem swoją kuzynkę, która wyszła za mąż za organistę z Janowa; to zdjęcie było zrobione pod Janowem.

A czy zachowało się wiele zdjęć z czasu tuż po wojnie?

– Wtedy raczej nikt nie miał czasu na fotografowanie, zresztą ludzie byli biedni, wszystko zostało zniszczone, nie mieli więc aparatów. Dlatego bardzo cieszą mnie te zdjęcia Jana Żukowskiego, robione w latach 50. Miał dobre oko, robił piękne fotografie, zachował się na nich kawałek zapomnianego już świata  i ludzie, którzy dawno odeszli. One są też bardzo różnorodne, pokazują różne sytuacje.  O, na przykład tu,  proszę zobaczyć – jaka szeroka była wtedy rzeka Łosośna, nieporównywalna do tej dzisiejszej. Albo to zdjęcie, młodych ludzi na nartach, trudno tu kogoś dziś rozpoznać, nikt nie pamięta takiej sytuacji. A zdjęcie jest piękne. A tu? To chyba  WOPiści?  Oni stacjonowali po wojnie tam, gdzie w czasie wojny były niemieckie koszary  –  na tzw. Kubie, czyli w dawnym dworze w Chreptowcach. Wojsko pomagało odbudowywać Kuźnicę. Z lat powojennych zachowało się niewiele zdjęć. Dopiero w latach 70. to zaczęło się zmieniać; przy Gminnym Ośrodku Kultury powstało kółko fotograficzne, była tam ciemnia, młodzi ludzie zaczęli fotografować. Aparaty stały się też bardziej dostępne.

Jana Żukowskiego doskonale pamiętam, ale nie bardzo kojarzyłem go z aparatem fotograficznym, bo za mojej pamięci już zdjęć raczej nie robił. Był stolarzem, to wszyscy wiedzieli. Gdy trzeba było coś stolarskiego zrobić to się do niego chodziło. On też w kościele robił ławki. Pamiętam też z czasów, gdy byłem ministrantem, że on dość często przychodził na plebanię, wykonywał bieżącą stolarkę, pomagał dla księdza, rozmawiali. Też się tam kręciłem; a to deskę potrzymam, a to coś przyniosę. Szkoda, że wtedy człowiek był za młody, żeby zapytać o przeszłość.

Choć wciąż powtarzamy, że zachowało się niewiele zdjęć z Kuźnicy i okolic, Pan w swojej kolekcji trochę ich jednak ma. Jest tu tez sporo zdjęć jakby z rodzinnych albumów…

– Ludzie w okolicy już wiedzą, że zbieram stare zdjęcia, czasem więc sami je przynoszą, zwłaszcza ci starsi. Mówią: pan się interesuje, to niech pan trzyma. Bo jak ja umrę, to one przepadną. Albo czasem ktoś kupuje dom i na strychu znajduje zdjęcia, z którymi nie wie, co zrobić. Bywa, że trafiają się wśród nich prawdziwe perełki. Tu na przykład mam przedwojenny bal oficerski w Grodnie. To też ludzie przynieśli; pamięć o tym, kto na nim jest, już się jednak zatarła.

 

Paweł Mikłasz – ur. 1962 w Kuźnicy; wójt Kuźnicy; kolekcjonuje stare fotografie dotyczące Kuźnicy

 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego