Czesław Lisowski

Mój tato służył w jednostce w Suwałkach, ale ja nigdy w Suwałkach nie byłem, ani w Augustowie, choć nasza chata stała nad samym Kanałem Augustowskim, przy śluzie. Postawili granicę i wysiedlili nas z Kurzyńca. Najdalej byłem w Lipsku i Różanym Stoku, na pielgrzymce.

Nasza rodzina pojechała do Polski: Adaszewscy i wujek Ziutek Kmita, tak naprawdę to on uciekł. Był wielkim partyzanem sopoćkińskim, ostatni obrońca kresów – śmiejemy się, żadne tam AK ani nic takiego, po prostu ludzi grabił. U kogo krowa to wezmą, nowy garnitur zabiorą. Złodzieje nie partyzanci. Tak tu nabroił , że po wojnie szybko czmychnął do Polski, ale i tam go namierzyli i pięć lat wlepili. Mieszkał potem w Szczecinie, niedawno umarł. My też mieliśmy jechać do Polski w 56. Ojciec już się pakował, ale w końcu nie pojechaliśmy. Czemu? Nie wiem. Może długo dokumenty trzeba było załatwiać, a może żal zostawiać swoje? Nie wiem…